Patryk Wojciechowski: „Project Runway” był jak wyrzutnia

Patryk Wojciechowski urodził się w Gdyni. Po udziale w programie telewizyjnym „Project Runway” w TVN, gdzie rywalizował z innymi projektantami mody, przeniósł się do Warszawy. Po drodze studiował i mieszkał w Łodzi. Na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych jego kolekcja została wyróżniona specjalną nagrodą uczelni. Prace Patryka są doceniane także komercyjnie – jego ubrania możemy oglądać na pokazach w całym kraju.

Jesteś z Gdyni, ale zdecydowałeś się na przeniesienie się do Warszawy. Dlaczego?

W Warszawie jestem niecały rok, wcześniej mieszkałem jeszcze w Łodzi, gdzie studiowałem. Warszawa to miasto, w którym moda jest najbardziej rozwinięta, a nawet powiem, że to jedyne polskie miasto, gdzie moda jest aż tak rozwinięta! To tutaj znajdują się wszystkie media, fotografowie, styliści, tu się wszystko dzieje… Wcześniej, jak mieszkałem w Łodzi, to i tak musiałem 3-4 razy w tygodniu jeździć do stolicy, więc podjąłem decyzję o przeprowadzce. Tu jest do wszystkiego blisko, po prostu.

I jak Ci się tu podoba?

To bardzo pędzące miasto, wszystko dzieje się bardzo szybko. Nawet mogę powiedzieć, że do tej pory nie miałem tak intensywnego życia. Ale podoba mi się tu, jest przyjemnie. Tylko jeszcze nie przywykłem do tego pędu.

Jako widzowie często głowimy się, czy talent show, reality show wpływają na ludzki los. Jak było u Ciebie? „Project Runway”, w którym brałeś udział, pomógł Ci w rozwinięciu kariery?

Ten program to jakby wyrzutnia. Z dnia na dzień stajesz się popularny, sławny. Nie wiem, czy w momencie podejmowania decyzji o udziale w „Project Runway”, byłem na to gotowy.

Dziś, z perspektywy czasu, jestem bardzo zadowolony z udziału w tym programie. Mam swoje atelier, markę premium, basic i jeszcze jedną w zanadrzu… Wszystko zaczęło się rozwijać dzięki tej decyzji.

Wróćmy do projektowania. Zachwyciła mnie Twoja kolekcja, inspirowana chorymi komórkami. Skąd taki pomysł?

Zawsze, jak projektuję kolekcję, to staram się zbierać jak najwięcej inspiracji i jak najwięcej podłoża do tego, by kolekcja była spójna. Akurat wtedy miałem tylko dwa miesiące na uszycie wszystkiego i całość musiałem wykonać sam, więc nie było dużo czasu na myślenie i zastanawianie się. Na początku miały to być obrazy organowe, wszystko naturalne. Potem, w internecie znaleźliśmy zdjęcia – wspaniałe faktury, kształty. Zainspirowało nas to, co się dzieje z daną komórką, bakterią i jej elementami… Do każdej sylwetki, jaką miałem, dobrałem oddzielną komórkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *